Kategorie: Wszystkie | animacja | film | ludzie
RSS
środa, 03 czerwca 2015

tak_tu_cicho2

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jest to ekranizacja słynnej na obszarze dawnego ZSRR powieści B. Wasiljewa o tym samym tytule nominowana do Oskara w 1973. Wasiljew zresztą był również jednym ze scenarzystów filmu, więc trudno się dziwić, że nie odbiega on od samej powieści, której recenzję zamieszczam na moim blogu książkowym. Przez wzgląd na podobieństwo książki i filmu pozwolę sobie zamieścić tutaj fragment tej mojej recenzji, gdyż to wszystko, co piszę poniżej o książce równie dobrze może dotyczyć i filmu:

"Książki i filmy, które przemawiały do nas w dzieciństwie, na ogół często nie oddziałują podobnie w życiu dorosłym. Tym bardziej, że mogą być nasiąknięte ideologią tamtych czasów, która delikatnie mówiąc się zdezaktualizowała. Dlatego wracam nie raz do tego, co mi się kiedyś podobało, by sprawdzić, czy wytrzymuje próbę czasu. Z tą książką tak jest, bo ani komunistyczne nazewnictwo, ani wyznawane przez bohaterów komunistyczne wartości nie są istotą tej wzruszającej opowieści. Ponieważ opowiada ona o wojnie, o jednostce uwikłanej w splot zdarzeń mniejszego lub większego znaczenia dla historii, ale olbrzymiego znaczenia dla poszczególnych osób, co jest i będzie uniwersalne.

Dowódca Fiodor Waskow to na pierwszy rzut oka zwykły służbista i prostak. „Przez całe swe życie [...] wykonywał rozkazy. Wykonywał dosłownie, szybko i z przyjemnością, gdyż właśnie w tym literalnym wypełnieniu cudzej woli widział sens swojego istnienia. Jako wykonawca był ceniony przez szefów i niczego ponadto od niego nie oczekiwano. Był on śrubką w ogromnym, troskliwie skonstruowanym mechanizmie: był dokręcany i dokręcał innych, nie troszcząc się o to, skąd bierze swój początek to dokręcanie, gdzie jest skierowane i czym się kończy.” (tłumaczenie moje) I nagle Fiodor jest postawiony w sytuacji, kiedy nie tylko trudno jest zadbać o zwykłą dyscyplinę, lecz również nie ma już możliwości otrzymania i wykonania rozkazu, bo zdany jest na siebie i swoje doświadczenie. Przychodzi mu dowodzić oddziałem młodziutkich ochotniczek, sam wygląd których jest sprzeczny z jego pojęciem o porządku. Odpowiada on za ich życie podczas walki o „znaczeniu lokalnym”. A one, cóż, uosobienie młodości – naiwne, nieobeznane, każda ze swoją historią, wszystkie razem i każda z osobna są przeciwieństwem otaczającej je śmierci. Drwią sobie po cichu ze swojego dowódcy, jednak z czasem zarówno one, jak i czytelnik co raz bardziej się przekonują o prawdziwym charakterze Waskowa, w gruncie rzeczy człowieka mądrego i ciepłego.

Myślę, że powieść robi wrażenie przede wszystkim dzięki kontrastowi: kobieta, przyszła matka vs bezwzględna wojenna rzeczywistość. Śmiejemy się razem z dziewczynami nad wpadkami Fiodora i wyczuwając w powietrzu zbliżające się niebezpieczeństwo, przywiązujemy się do tych nieskomplikowanych bohaterów, przeżywając wszystko do ostatniej strony."

Tu jest playlista filmu w 11 częściach (po polsku), a poniżej część pierwsza:

A tutaj bardzo dobra, ale ocierająca się o spoiler recenzja filmu autorstwa Sebastiana Chosińskiego.

Swoistą ciekawostką jest także to, że w 2005 roku telewizja chińska nakręciła na podstawie powieści serial. Wasiljew znowu brał w tym udział, uzupełniając 19 (20?) odcinków o dodatkowy materiał. 

W tym roku ma wejść na ekrany nowa ekranizacja powieści Wasiljewa. Jestem ciekawa, choć przeczuwam coś w hollywoodzkim stylu. Oto zwiastun:

 

niedziela, 16 czerwca 2013

- A czemu nie zapytasz, ile JA mam lat?

- Przepraszam Cię bardzo! Ile masz lat?

- Jestem przyzwoitym mężczyzną w kwiecie wieku!

- A kiedy dokładnie to się zdarza?

- O tym lepiej nie rozmawiajmy...

 

Tak zaczyna się znajomość z Karlssonem z dachu w kreskówce radzieckiej, stworzonej na podstawie serii książek Astrid Lindgren - postacią uwielbianą przez radzieckie dzieci, a mało znaną w Polsce.

Karlsson jest dumny z własnej osoby. Kto nie byłby dumny na jego miejscu?! W końcu, jak sam twierdzi, jest piękny, mądry, a do tego utalentowany. Cóż, nie mam wątpliwości zwłaszcza co do ostatniego - z pewnością ma talent do zjednywania sobie ludzi. Nic to, że potrafi napsocić i zostawić kumpla w tarapatach. Za to mieszka na dachu, potrafi latać, straszyć złodziei, a do szczęścia potrzebuje jedynie tony słodyczy :)

Polecam, takiego mężczyznę zawsze warto poznać ;)

P.S. Przypomniałam sobie o sympatycznym egoiście, kiedy natrafiłam na poniższy audiobook:

P.P.S. Jest w Polsce znana osoba, którą lubię i szanuję (a więc nie ma złych zamiarów w tym, co piszę), a która bardzo przypomina radzieckiego Karlssona. Domyślacie się, kto to? :)

środa, 21 marca 2012

 

Sama nie wiem, dlaczego zawsze miałam opory przed tym filmem, chociaż tak bardzo obecny jest w kulturze nie tylko rosyjskiej i wstyd nie obejrzeć. Hasło, że Moskwa tym łzom nie wierzy, pada dosyć często w różnych sytuacjach. Ostatnio - przy okazji łez Putina z powodu ponownego obrania na tron prezydencki. Ale ja nie o polityce, przecież. Film dostał Oskara w 1981 za najlepszy film nieangłojęzyczny, ale nie jestem pewna, czy gdybym o tym wcześniej wiedziała, to prędzej bym się zabrała do oglądania. Tak jakoś mi się zawsze wydawało, że to ciężki film o Moskwie robotniczej czy coś w tym stylu. Nic z tych rzeczy i bardzo się cieszę, że się myliłam i w końcu obejrzałam.

Film opowiada historię 3 młodych dziewcząt z prowincji, które przyjeżdżają do Moskwy w poszukiwaniu lepszego życia. Każda ma inną wizję, jak to życie miałoby wyglądać. Mamy więc skromnisię, modnisię i intelektualistkę i śledzimy ich niełatwe losy i zmagania z rzeczywistością, niezbyt przyjazną przybyszkom. Opowieść jednak jest ciepła i pełna humoru, prócz tego ma w sobie to coś, co kazało mojej córce po kilku przelotnych spojrzeniach na ekran usiąść i obejrzeć d końca. Będą łzy, wzruszenia i śmiech. I piękna piosenka na muzykę mojego kochanego Nikitina, przez niego też wykonywana (znany jest m.in z "Ironii losu", gdzie również wykonuje piosenki):

Tutaj film można pobrać z chomika, a tutaj cały film na youtube (nie da się go wrzucić na stronę).

piątek, 18 lutego 2011

Tę bajeczkę pamiętałam bardzo mgliście, a właściwie nic nie pamiętałam, z wyjątkiem piosenki Wodnika, nawet tytułu. Ale ostatnio trafiłam na nią i jestem pod wrażeniem wykonania muzycznego i cudownego humoru tekstów. Bajka o księżniczce, która nie chce wyjść zamąż bez miłości i zakochuje się w kominiarzu, potraktowana została z przymróżeniem oka, a tradycyjne postacie rosyjskich bajek ludowych zaskakują: a to Wodnik marzy o lataniu (Papanow),

a to nie ma jednej Baby Jagi, tylko jest mnóstwo Babek Jożek (i to jakich!).

Za kominiarza  pięknie śpiewa M. Bojarskij (może pamiętacie go jako d'Artagnana?)

Jednym słowem: polecam!!!

Ściągnąć teksty piosenek (pdf)

Pobrać bajkę:

Film o filmie:

Link: О мультфильме "Летучий Корабль"

 

sobota, 22 stycznia 2011

Reżyserem tego filmu jest Aleksandr Seryj - człowiek, o skomplikowanym losie, który w końcu popełnił samobójstwo. Nie ukończył on szkoły filmowej, bo usiłował zamordować człowieka, którego podejrzewał o związek ze swoją ukochaną (był chorobliwie zazdrosny). Za usiłowanie morderstwa trafił na kilka lat do więzienia, co przyczyniło się m.in. do doskonałego poznania żargonu więziennego wykorzystanego w filmie. "Dżentelmenów" nakręcił przy pomocy przyjaciół, którzy pragnęli jego powrotu do kinemotografii.

Dyrektor przedszkola, cichy i spokojny człowiek kochający dzieci, okazuje się być łudząco podobnym do Docenta - bandyty, którego się panicznie boją nawet jego koledzy. Zostaje on (bandyta) aresztowany pod zarzutem kradzieży tytułowego złotego hełmu Aleksandra Macedońskiego, a na jego miejsce trafia po odpowiednim przeszkoleniu dyrektor przedszkola - ma on się dowiedzieć od kolegów Docenta, gdzie też ów hełm został ukryty. Potraktuje  rzezimieszków trochę tak, jak  swoich małych wychowanków - będzie się nimi opiekować i starać się ich zmienić niezauważalnie dla nich samych. Dużo śmiechu i parę chwil refleksji, sympatyczna muzyczka i świetni aktorzy (cała najważniejsza czwórka niestety już nie żyje). W podwójnej roli niezastąpiony Leonow.

Film odniósł wielki sukces, choć radzieccy krytycy filmowi komentowali go z wielką pogardą.

Film do ściągnięcia (plus napisy) jest tu, do obejrzenia (bez napisów, w jednym kawałku) na youtube:

W kwestii tłumaczenia tytułu: na polski przetłumaczono tytuł filmu dwojako - "Hełm Aleksandra Macedońskiego" oraz "Dżentelmeni szczęścia" (bliżej oryginałowi). Mam trochę wątpliwości. Chciałoby się, żeby tłumaczenie oddawało ducha oryginału, więc wolę ten drugi wariant, jednak polskie słowo "szczęście" ma podwójne znaczenie (w ang. happiness i luck). Po rosyjsku удача to właśnie to angielskie luck, bardziej fart, niż szczęście. W związku z tym, może ktoś by miał jakiś fajny pomysł na inne przetłumaczenie tytułu?

piątek, 17 grudnia 2010

Jest to bardzo ciepły film o przyjaźni, która zaczęła się w czasie II WŚ i przetrwała wiele lat.

Pięciu chłopaków, których przeżycia wojenne bardzo zbliżyły, rozstaje się na Dworcu Białoruskim wiosną 1945. Zaczyna się zwyczajne życie, każdy idzie swoją drogą. Owszem, spotykają się jeszcze chyba z raz w 1947 roku na urodzinach jednego z nich, Matwiejewa, ale potem już nie mają czasu (czy czegoś innego?) by chocby pisać do siebie, a co dopiero się spotykać. Jednak po 25 latach przyjdzie im się znów zebrać razem - na pogrzebie tegoż Matwiejewa. Pozostali (dziennikarz, księgowy, dyrektor fabryki i zwykły ślusarz) docierają na cmentarz każdy z osobna, jednak podobnie pełni smutku i zadumy. Ich spotkanie na cmentarzu to jedna z pierwszych scen w filmie - a ja już się wzruszyłam do łez. Znani aktorzy świetnie grają uczucia swoich bohaterów, ale i sytuacja jest dość bliska chyba wielu z nas. Ile razy miałam do kogoś napisać i to odkładałam? Ile razy miałam kogoś odwiedzic, lecz życie potoczyło się tak czy inaczej, nie było czasu, pieniędzy itd itp - wymówka zawsze się znajdzie, chyba, ze przyjdzie kiedyś jechać do kogoś po raz ostatni...

Ale wróćmy do filmu. Smutna okazja do spotkania jest przyczynkiem do krótkiego spędzenia ze sobą czasu, ale okoliczności złożą się tak, że czas ten się trochę wydłuży. Przy okazji poznamy bohaterów i ich sytuacje życiowe bliżej, a oni będą zmuszeni odłożyć na chwilę swoje nowe przebrania i poczuć się jak za dawnych czasów. Widoczny jest też kontrast między uczuciami i wartościami czterech przyjaciół a współczesnych młodych ludzi.

Ideologii w filmie mało jak na tamte czasy, o zmarłym się mówi na stypie, że był dobrym żolnierzem i komunistą, i to w zasadzie tyle.

Interesujące były dla mnie rozważania jednego z bohaterów na temat granic wolności (na wojnie wypełniasz rozkazy i myślisz o swoim - tam na górze wiedzą, jak trzeba, to nie twoja sprawa. A w cywilu więcej samodzielności, więcej wolności, ale gdzie jest granica? dzisiaj coś zrobiłem - a moze jutro za to dostanę po karku?). Z lekkim szokiem słucha się o kobiecie, która modli się w cerkwi za Stalina...

Piosenkę do filmu napisał Okudżawa. Jak sam wspominal, była to piosenka na zamówienie i oprócz samych słów, jak miało być na początku, została również wykorzystana jego muzyka.

Нам нужна одна победа
Слова и музыка - Булат Окуджава


Здесь птицы не поют,
Деревья не растут,
И только мы к плечу плечо
Врастаем в землю тут.
Горит и кружится планета,
Над нашей Родиною дым,
И значит, нам нужна одна победа,
Одна на всех - мы за ценой не постоим.

Припев:
Нас ждёт огонь смертельный,
И всё ж бессилен он.
Сомненья прочь, уходит в ночь отдельный,
Десятый наш десантный батальон.
Десятый наш десантный батальон.

Лишь только бой угас,
Звучит другой приказ,
И почтальон сойдёт с ума,
Разыскивая нас.
Взлетает красная ракета,
Бьёт пулемёт неутомим,
И значит нам нужна одна победа,
Одна на всех - мы за ценой не постоим.

Припев.

От Курска и Орла
Война нас довела
До самых вражеских ворот.
Такие, брат, дела.
Когда-нибудь мы вспомним это,
И не поверится самим.
А нынче нам нужна одна победа,
Одна на всех - мы за ценой не постоим.

Припев.

Ściągnąć można tutaj, a obejrzeć na Youtube:

Film został uhonorowany Grand Prix Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Karlowych Warach w 1971 roku.

wtorek, 02 listopada 2010

Bajka ta cieszy się uznaniem zarówno widzów (malych i dużych), jak i krytyków (nagrody w Iranie i Tokio). Opowiada o jeżyku, który się zgubił we mgle. Pozwolę sobie zacytować komentarz do niej umieszczony na youtube w dzień śmierci scenarzysty:

"It is a philosophical little tale. Don't you feel sometimes like a lost hedgehog wondering through fog? And then "Someone" helps you to find your way home, and you are happy to share a simple joy (like raspberry jam) with your best friend, who truly worries about you and needs you. It is touching, really. The author of this tale Serge Kozlov died today. Rest in peace." (Ivorybird09)

Wyrażenie "jezyk we mgle" stało się w języku rosyjskim frazeologizmem oznaczającym zagubienie, a w Kijowie nawet jest pomnik Jeżyka.

A tu można obejrzeć trailer-żart do tej bajki:)

poniedziałek, 25 października 2010

Серге́й Григо́рьевич Козло́в (który zmarł w styczniu tego roku) to radziecki pisarz bajek, scenarzysta, poeta. Jest najbardziej znany z autorstwa książek o Jeżyku i scenariuszy do bajek na ich podstawie. Dzisiaj przedstawiam 4 znich ("Triam, dzień dobry!", "Jesienne statki",  "Zdumiewająca beczka" i "Zimowa bajka"). Piekne, poetyckie, serdeczne historie. Szkoda, że teraz już takich nie robią...

środa, 09 czerwca 2010

"Dość swobodna adaptacja powieści Joanny Chmielewskiej pod tym samym tytułem. Akcja tego zabawnego serialu rozgrywa się w Brazylii i w Europie, m.in. w Danii, Grecji i Francji, a w obsadzie znaleźli się aktorzy polscy i rosyjscy. Rolę Joanny - atrakcyjnej pani architekt wplątanej w aferę gangsterską - gra Marta Klubowicz. 10 odcinkow." (filmweb.pl)

Dzisiaj nietypowo, gdyż, rzecz jasna, nie jest to produkcja ZSRR. Jednak nie mogłam się powstrzymać, ponieważ bardzo lubię Chmielewską, a wśród jej książek szczególna sympatią darzę właśnie "Całe zdanie nieboszczyka", i byłam strasznie ciekawa, jak też Rosjanie sobie z tym poradzili.

Serial można ściągać z niezawodnego chomika, a czy mnie zachwycił czytajcie tu.

niedziela, 06 czerwca 2010

"Historia naczelniczki-jędzy i przywalonego życiem statystyka, przekształcających się nagle w księcia i księżniczkę, nie przenosząc się (jak to w bajkach bywa) nie tylko z Moskwy, ale nawet nie oddalając się od swej "statystycznej instytucji". Komedia z plejadą komediowych aktorów w reżyserii Eldara Riazanowa z 1977 roku śmieszy do dziś."

Piosenka z filmu:

Do ściągnięcia tutaj:

sobota, 05 czerwca 2010

Bohaterem jest czerwonoarmista sierżant Fiodor Suchow (Anatolij Kuzniecow), który służył rewolucji w szeregach Armii Czerwonej. Po skończonej służbie powraca do rodzinnej wsi nad Wołgą. Przed powrotem dostaje jeszcze ostatnie zadanie do wykonania. Ma doprowadzić w bezpieczne miejsce porzucone żony z haremu Abdułły (Kachi Kawsadze). W misji towarzyszy mu młody Pietrucha (Nikołaj Godownikow). Sprawa tylko na pozór wydaje się prosta. Ścigany przez bolszewików, Abdułła, pozbywa się kobiet, które opóźniają ucieczkę. Nie rezygnuje jednak z haremu. Chce odzyskać żony, które teraz są pod opieką Suchowa. Między mężczyznami dochodzi do konfrontacji...

Tu z angielskimi napisami:

Świetna piosenka z filmu na słowa Okudżawy:

Do ściągnięcia tutaj wraz z napisami:

piątek, 04 czerwca 2010

Grupa starych przyjaciół ma w zwyczaju spędzać Sylwestra w publicznej łaźni. Podczas jednej z takich imprez nadmiar wódki sprawia, że dwójka kumpli traci świadomość. Pojawia się problem - jeden z nich miał jechać do Leningradu. Ponieważ nie pamiętają, który, omyłkowo jedzie Żenia. Mężczyzna budzi się na leningradzkim lotnisku. Pewien, że wciąż znajduje się w Moskwie, bierze taksówkę i jedzie do domu. Nazwa ulicy, wygląd budynku i numer mieszkania zgadzają się. Nawet klucz pasuje - ot, typowa sowiecka rzeczywistość. Nie sposób wyobrazić sobie zaskoczenia Nadii, gdy ta, wchodząc do swojego mieszkania, zastaje w łóżku półnagiego mężczyznę. Co więcej, wraz z Nadią, znajduje go jej narzeczony... Ten film to prawdziwy fenomen - wyświetlany co roku przed Sylwestrem od ponad 30 lat - nigdy się widzom nie znudził.

Jedną z głównych ról zagrała Barbara Brylska. Główni bohaterowie wykonują w czasie filmu 9 pięknych pieśni. Głosu użyczyli nietypowa jak na późniejsze jej wykonania Ałła Pugaczowa i świetny Sergiej Nikitin, ale nie zostali oni wymienieni w napisach.

Film się doczekał kontynuacji, grają Ci sami aktorzy, już w podeszłym wieku, oraz młodzi - dzieci Żeni i Nadii (każdego z osobna). Też wart obejrzenia.

Obydwie części są do ściągnięcia tutaj:

niedziela, 28 marca 2010

Gardemarin to kadet rosyjskiej marynarki wojennej, ten stopień wojskowy istniał w carskiej Rosji w latach 1716-1917. 4-odcinkowy mini-serial opowiada o przygodach 3 młodych gardemarinów. Wiek XVIII, niepewny czas intryg, zdrad i donosicielstwa, jest tłem, na którym rozgrywa się historia prawdziwej przyjaźni i miłości. Taka rosyjska alternatywa dla "Trzech muszkieterów", ten sam pomysł: odważni i ceniący honor młodzieńcy, rzuceni w środek politycznej intrygi, okazują się niezwykle przydatni dla Ojczyzny. Trochę słodkie i naiwne, ale tchnie rosyjskością i coś w sobie ma (może to tylko moja nostalgia?).

Piosenki z filmu, będąc nastolatką, znałam na pamięć, jak prawie każdy, nie raz też śpiewaliśmy je pod gitarę letnimi wieczorami. To, że niektóre z tych piosenek przypadły do gustu mojej skądinąd wybrednej w tej kwestii 14-letniej córce, pewnie o czymś świadczy...

Całość do obejrzenia na youtube:

Film doczekał się 2 kontynuacji, ale ani "Vivat, Gardemariny!", ani tym bardziej "Gardemariny III" nie chwyciły już nikogo za serce.

niedziela, 22 listopada 2009
Przedstawiać nieprzystosowanego Wilka i grzecznego Zająca nie ma potrzeby - chyba że najmłodszemu pokoleniu wychowywanemu na produkcjach typu "Brenda i pan Whiskers", do czego zachęcam rodziców tegoż pokolenia. Więc nic nie powiem o samej serii - będzie raczej osobiście.
Mam blisko 60letniego wujka, nieudacznika na całego. W latach 70ch ubiegłego stulecia był młodym człowiekiem, którego przypadkiem zgarnęła milicja w czasie jakiejś ulicznej bójki. Odsiedział kawałek czasu, po czym zaczął szukać pracy. Jednak jej nie znalazł, gdyż karani nie mieli na to w Związku Radzieckim szans. Co więcej, znów poszedł siedzieć, tym razem za to, że nie pracował! I tak kilka razy. Nie muszę dodawać, że nie wpłynęło to pozytywnie na jego życie. Ale ja nie o tym. W przerwie między odsiadkami zdołał podarować mnie  - małej wtedy dziewczynce - niejedną cudowną chwilę. Woził mnie sankami, wygłupiał się, a nade wszystko oglądał bajki RAZEM ze mną (na co rodzice nie mieli czasu). Jego ulubioną była właśnie animacja o wilku i zającu. Po latach w rodzinnym albumie znalazłam fotografię wujka Wiktora: w spodniach-dzwonach, z gitarą i papierosem w ustach był wypisz-wymaluj Wilkiem z kreskówki :) Od razu przypomniałam beztroskie chwile z nim spędzone i poczułam wdzięczność za to, co najcenniejszego można dać dzieciom, a co otrzymałam od niego. Wspólnie Spędzony Czas. Jak to jest ważne, pokazuje choćby mój login na bloxie - choć wybrany nieświadomie, jest jak najbardziej związany z wujkiem, bo tylko on mówił do mnie "Nika"...
Jeśli chodzi o samą kreskówkę, to wszystkie odcinki, które można oglądać bez ściągania, są tutaj:

oraz na youtube:

 

sobota, 07 listopada 2009
Długo się zabierałam za pisanie o tym filmie - nie jest łatwo pisać o rzeczach genialnych,  a taki jest jak dla mnie film o baronie Münchhausenie.

Jak podaje Wikipedia "Karl Friedrich Hieronymus, Freiherr von Munchhausen (ur. 11 maja 1720, zm. 22 lutego 1797 to niemiecki szlachcic, żołnierz, podróżnik i awanturnik". Postać autentyczna, w literaturze znana jako kłamca opowiadający niestworzone historie o swoich przygodach.

Jednak film w reżyserii Marka Zacharova przedstawia go jako bohatera romantycznego. Główną rolę gra tutaj znakomity Oleg Jankowski (Polak z pochodzenia). Jego Munchhausen rozkochał w sobie kiedyś wszystkie kobiety Związku Radzieckiego i do tej pory potrafi to zrobić :) Jednak nie jest to jego najważniejsza zasługa. Film (i jego bohater) to prawie nieuchwytna metafora życia w ogóle i miłości przede wszystkim.

Film oglądałam wiele razy. Tylko raz jako osoba dorosła. Jako dziecko odbierałam go jako komedię o wesołym baronie, któremu nie chcieli wierzyć, a przecież mówił tylko prawdę. Obejrzałam go teraz i zamarłam w zachwycie. Wręcz nie chcę za dużo o nim mówić, żeby nie ulotniła się jakaś tajemnica, którą ma w sobie.

Gorąco polecam, również ze względu na dowcip. Przytoczę (z pamięci) tylko 2 przykłady.

1. Baron opowiada: "Sokrates mi doradzał: ożeń się koniecznie. Trafi się dobra żona - będziesz szczęśliwy. Trafi się zła - zostaniesz filozofem".

2. "Pan Baron naprawdę uważa, że człowiek może się wyciągnąć z bagna za włosy?" Na to Baron: "Mądry człowiek jest wręcz zobowiązany to robić co jakiś czas!"

Muzyka jest piękna, znani i lubiani w swoim czasie aktorzy (wielu nie żyje, w tym O. Jankowski, który zmarł w tym roku na raka; jego filmografia jest na filmweb.pl)

Film można obejrzeć w całości na youtube:

niedziela, 25 października 2009
Specyficzna animacja, trochę cynizmu i zabójczy (jak dla mnie) głos narratora. Co jednak jest lepsze: skrzydła, nogi czy ogon? ;)

sobota, 24 października 2009

Komedia Leonida Gajdaja z 1968 roku. Skromny urzędnik jedzie na wycieczkę do Turcji. Przewraca sie na ulicy i łamie rękę krzycząc "A niech to szlag". Pech chce, że takie samo było hasło szajki przemytników. Do gipsu zostają włożone brylanty i się zaczyna...

Rzecz kultowa. Najpopularniejsza komedia w Zwiazku Radzieckim. Dużo smiechu, genialni aktorzy. "Powiedzonka" z filmu stały się elementem codzienności, a piosenka o zającach była śpiewana na każdej imprezie.

Tu film z polskim lektorem:

 A tu w/w piosenka:

design by irytek